Wyścigi lokomotyw

Autor: Stan Polityki 1 kwietnia 2019

Start stanpolityki.pl rozpoczynamy autorską prognozą dotyczącą rywalizacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego przygotowaną przez dr hab. Jarosława Flisa – socjologa z UJ.

Wedle doniesień „Rzeczpospolitej”, Jarosław Kaczyński spotkał się z kandydatami na europosłów, sugerując im, ze powinni ograniczyć wewnętrzną rywalizację na liście, bo „kolejność na listach jest dobrze przemyślana”.

W domyśle, taka rywalizacja to coś, co może szkodzić partii. Bez wątpienia wyniki wyborów europejskich, zarówno w 2009 roku, jak i w 2014, pokazały całkiem liczne przypadki, gdy faworyci kierownictwa przegrywali wewnętrzną rywalizację z tymi, którym przypisywano wyłącznie rolę „naganiaczy”, mających dostarczyć liście głosów.   Jednocześnie te same przekazy medialne wskazują na kolosalne napięcia, które powstały wewnątrz obu ugrupowań. Dotyczy to w tym roku szczególnie głównego oponenta PiS, Koalicji Europejskiej. PiS ma znacznie mniej problemów wynikających z łączenia różnych środowisk o wyraźnej tożsamości. Co prawda, Zjednoczona Prawica ma też swoich mniejszych koalicjantów, Solidarną Polską i Polskę Razem, ale jednak ich tożsamość jest bez porównania słabsza, niż SLD czy PSL w Koalicji Europejskiej. W dużej części opiera się na indywidualnej pozycji pojedynczych polityków, którzy i tak wymagają osobnego traktowania.

To, że system wyborczy z rywalizacją na liście uruchamia rywalizację wewnętrzną, jest faktem, który kiedyś był skrywany jako polityczna tajemnica poliszynela, a od ładnych paru lat jest uznawanych za zupełną oczywistość. Rodzi to zatem dwa pytania – jak pod tym względem wygląda sytuacja w wyborach europejskich? Oraz jakie ma to przełożenie na wyniki  wyborów?

Pierwszy test tego problemu wypada zacząć od sprawdzenia, jak zmieniająca się siła jedynek wpływa na wynik listy w poszczególnych wyborach. Taki test dla wyborów parlamentarnych 2015 roku dał zaskakujący wynik. Ze statystycznego punktu widzenia, zmiana siły jedynek nie miała żadnego wpływu na zmianę wyniku partii. Test ten został przeprowadzony dla obydwu głównych partii. Polegał na tym, aby porównać w stosunku do poprzednich wyborów parlamentarnych w każdym z okręgów wyborczych zmiany wyniku jedynki i spróbować nią wyjaśnić zmianę wyniku partii. Zarówno dla PiS jak i dla PO, linie na wykresie układają się idealnie poziomo, co jest całkowicie sprzeczne z powszechnym wyobrażeniem, jakoby jedynki „ciągnęły” listy.

Oczywiście pojedyncze przypadki pozwalają bronić takie twierdzenie. Niektóre skoki i spadki poparcia dla poszczególnych partii wydają się wynikać z personaliów.

 I tak, największego wzrostu poparcia dla PiS w okręgu chrzanowskim trudno nie wiązać z pozycją Beaty Szydło jako liderki listy. Natomiast jednego z największych spadków poparcia dla PO w okręgu warszawskim – z zamianą Donalda Tuska na Ewę Kopacz. Zastanawiająca pod tym względem jest sytuacja okręgów, w których liderami listy byli Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego, liczenie statystki dla 13 okręgów jest bardzo wątpliwe. To po pierwsze bardzo mała liczba, po drugie zaś okręgi te są mocno zróżnicowane. Dlatego taka samą analizę wykonano, przyjmując okręgi senackie za jednostkę podziału terytorialnego. Ich liczba w większości okręgów odpowiada mniej więcej liczbie kandydatów na liście, co pozwala również na przeprowadzenie szerszych, dodatkowych analiz terytorialnych więzi kandydatów i wyborców. Aby umożliwić takie analizy, część okręgów senackich połączono w nieco większe jednostki. Przede wszystkim chodzi o okręgi z największych miast: Warszawy, Krakowa, Łodzi i Wrocławia. Aby dostosować na Śląsku liczbę okręgów do liczby kandydatów, połączono dwa okręgi częstochowskie oraz Katowice z Tychami. W taki sposób wydzielono 91 jednostek pozwalających na podobne analizy.

Jak wygląda porównanie zmiany siły jedynek i poparcia dla partii dla wyborów europejskich 2009-2014? Pokazuje to kolejny wykres. W przypadku PO jest on identyczny. Ponownie, tego typu analiza pokazuje brak jakiegokolwiek systematycznego związku pomiędzy tymi dwoma wartościami. Ale w przypadku PiS, sytuacja wygląda już trochę inaczej. Pojawia się tutaj widoczna zależność, lecz tak naprawdę wisi ona na jednym człowieku. Wynika to z politycznych losów Zbigniewa Ziobry, który w 2009 roku był liderem listy PiS w największym okręgu małopolsko-świętokrzyskim, odpowiadającym 10 okręgom senackim. W 2014 wystartował z tego samego okręgu jako lider własnego projektu – Solidarnej Polski. Te 10 okręgów czyni wyraźną różnicę, stanowiąc 10 z 11 okręgów o najmniejszych przyrostach poparcia (a w kilku sytuacjach nawet spadkach) w stosunku do 2009 roku. Na wykresie pokazano je oddzielnym kolorem. Jeśli pominąć te 10 okręgów małopolsko-świętokrzyskich, to linia regresji nadal jest nieomal idealnie płaska.

Jeżeli przyjrzeć się uważnie pojedynczym przypadkom, zwłaszcza tym z końców rankingu najmniejszych zmian poparcia, to oczywiście znajdziemy tam wątki personalne.

 I tak dla PO okręgiem z największym wzrostem poparcia był senacki okręg kielecki, gdzie wcale nie z pierwszego miejsca, startował Bogdan Wenta, który ostatniej jesieni został prezydentem Kielc. Start osoby tak silnie związanej z okręgiem i cieszącej się tak mocną pozycją, jest w stanie zmienić nawet ogólnokrajowy trend poparcia. Poparcie w całym kraju spadło dla PO o średnio 7,5 pp., ale w Kielcach wzrosło. Wzrosło także w Szczecinie, choć tam PO wystawiła na pierwszym miejscu Dariusza Rosattiego – „spadochroniarza” spoza partii. Jednak na tej samej liście znalazł się także późniejszy senator z tego miasta, wywodzący się z rdzenia PO, uznany, miejscowy lekarz. Obydwaj zastąpili kandydatów startujących wcześniej w tym okręgu.

Jeśli chodzi o końcówkę rankingu, to w PO zamyka ją senacki okręg toruński. W wyborach 2009 roku, w okręgu tym na pierwszym miejscu startował Tomasz Zwiefka – wcześniejszy europoseł, związany z „bydgoską” częścią województwa kujawsko-pomorskiego (a konkretnie z Tucholą) i dobrze rozpoznawany medialnie. Jednak na drugim miejscu znalazł się już kandydat związany z Toruniem. W 2014 roku, PO wystawiła w tym okręgu w żaden sposób nie związanego z okręgiem ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Charakterystycznym momentem jego kampanii były kłopoty z odmianą nazwy największego miasta w okręgu wyborczym. Na drugim miejscu pojawiła się również nie związana z okręgiem sportsmanka Otylia Jędrzejczak, zaś europoseł Zwiefka trafił na trzecie miejsce. Nie przeszkodziło mu to w zdobyciu mandatu i pokonaniu urzędującego wicepremiera, co pokazuje ograniczone możliwości wykorzystania pierwszego miejsca do promowania konkretnych kandydatów przez centrale partyjną. Niemniej, na liście zabrakło miejsca dla kandydata z samego Torunia. Jest to widoczne po przyjrzeniu się wynikom w tej miejscowości. Część wyborców zaangażowała się w rywalizację pomiędzy „spadochroniarzem” a inkumbentem, nieznacznie częściej opowiadając się za kandydatem z Bydgoszczy, niż z Warszawy. Jednak tak ustawiona rywalizacja może wyjaśniać spadek poparcia dla PO.

Wracając do obecnej partii rządzącej, wśród okręgów, w których PiS odnotowało największe skoki poparcia, przodują te z ziemi łódzkiej. Wydaje się, że olbrzymi wpływ miała tutaj postać europosła Janusza Wojciechowskiego, który w 2009 roku startował z drugiego miejsca, ale i tak zdołał pokonać kandydatkę z jedynki – Urszulę Krupę. W 2014 roku został już on wystawiony z pierwszego miejsca. Jak widać, przewagi indywidualne mogą przyczyniać się do sukcesu wyborczego w okręgu także w przypadku kandydatów z dalszego miejsca. Ale takie personalne przewagi są dla wyniku wyborczego przemnażane przez wagę miejsca. Bez wątpienia, taki mnożnik dla pierwszego miejsca jest istotnie większy, niż dla miejsca drugiego. Kandydat o bardzo mocnej pozycji i startujący z pierwszego miejsca na liście, daje wyraźną przewagę. Kandydat bez takiej pozycji, skazany na rywalizację z silnymi kandydatami umieszczonymi na dalszych miejscach, w szczególności związanymi z konkretnym terytorium, raczej nie przyczynia się do „pociągnięcia” listy.

Inna rzecz, że podobny brak wyraźnej zależności widać w przypadku skoncentrowanej siły kandydatów z dalszych miejsc. Ona również nie przekłada się w prosty i stały sposób na wzrost poparcia dla całej partii. Być może jest tak, że czasami siła jedynki, bierze się tylko i wyłącznie ze słabości pozostałych kandydatów. Czasami siła innych kandydatów, bierze się tylko i wyłącznie z wyjątkowej słabości kandydata z pierwszego miejsca na liście. Być może zbiór bardzo słabych kandydatów daje w takim opisie podobny efekt, jak zbiór bardzo silnych kandydatów o wyrównanej pozycji. Ale proste przełożenie tych wartości nie występuje. Zależność ta pozostaje raczej anegdotą i jest widoczna na końcach spektrum, niż przesądza w stały i przewidywalny sposób o wyniku partii.

Gdy chodzi o samą rywalizację wewnętrzną, to gdy przyjrzeć się dokładnie konkretnym wynikom w poszczególnych okręgach do europarlamentu, z których część jest duża i mocno zintegrowana terytorialnie (obejmująca całe województwo i to nie poszatkowane tożsamościami), zaś część obejmuje kolosalne obszary, jak okręg sięgający od Koszalina po Zieloną Górę, albo od Elbląga po Hajnówkę, można wskazać na dwa źródła takiej rywalizacji.

Pierwsze z nich jest nieuniknione i wiążę się właśnie z geografią i podziałami. Istnieją tu różne kręgi tożsamości. Pierwszy, najniższy, to krąg powiatowy, który ma swoje znaczenie w wyborach europejskich, choć w ich skali nie przekłada się na masowe przesunięcia wyników. Drugi to krąg regionalny, który obejmuje mniej więcej okręgi senackie albo stare województwa. Jego waga jest już wyraźna i widać, że kandydaci potrafią zorganizować swoje poparcie we właśnie takiej skali. Trzeci z nich to poziom wojewódzki, o bardzo wyraźnych tożsamościach. Widać, że okręgi wyborcze, w których łączą się różne województwa, wykazują wyraźnie większe zróżnicowanie poparcia dla kandydatów z pierwszego miejsca, niż w przypadku okręgów opartych na jednym województwie. Oczywiście, także te tożsamości, jak pokazuje przykład Zbigniewa Ziobry, mogą zostać przełamane – wyborcy z Małopolski, Świętokrzyskiego i z Podhala mogą głosować na tą samą osobę. Są to jednak pojedyncze i ekstremalne przykłady.

Natomiast drugim źródłem rywalizacji jest sposób konstrukcji listy. Tak w przypadku PiS, jak i Koalicji Europejskiej widać, że deklaracje, jakoby wybory te to był ostateczny armagedon i walka o najwyższą stawkę, trudno traktować poważnie. Nie są one w stanie przy bliższym oglądzie przysłonić zjawiska, jakim jest kolosalny wpływ na kształt listy takich elementów jak rywalizacja wewnątrz partii: dworskie podchody, próby minimalizowania szans wewnętrznych konkurentów, docenianie niepewnych sojuszników, dawne obietnice czy wątpliwe strategie przyciągania celebrytów. Liderzy partii apelujący o jedność, starają się wyłącznie zamaskować własne interesy. Jest widoczne, że oni sami nie kierują się ogólnym dobrem ugrupowania, ale ochroną pozycji swojej i swojego otoczenia.

Rywalizacja w takim systemie jest nieunikniona i może być jednym z napędów kampanii, dodatkowych zysków i mobilizacji nowych wyborców. Ale rzeczywiście może też w wielu przypadkach być czymś, co po prostu szkodzi. Podcina skrzydła ugrupowaniu i otwiera drogę dla odpływu wyborców do tych partii, które lepiej radzą sobie z takimi problemami. Dla wyniku wyborów znacznie ciekawsze od tego, kto z imienia obsadza pierwsze miejsca, może być analiza więzi terytorialnych. To będzie jednak możliwe dopiero, gdy będą znane kompletne listy wszystkich startujących ugrupowań.

Przeczytaj także

Sondażowe podsumowanie wyborów europejskich

Czas na podsumowanie wyborów do Parlamentu Europejskiego pod względem sondaży i prognoz. Kluczowe będą najbliższe miesiące i to czy wszystkie firmy badawcze wezmą sobie...

Kilka prognoz przed niedzielą

Kończy się właśnie bardzo ciekawa kampania wyborcza. Stan Polityki miał być miejscem, gdzie nie tyle mówi się jak jest, ale przede wszystkim stawia się...

Kto zostanie europosłem?

Na dwa dni przed wyborami i kilka godzin przed ciszą wyborczą publikujemy prognozę tego, kto zostanie europosłem. Wytypowaliśmy 51 nazwisk kandydatów, którzy naszym zdaniem,...

Prognozy Stanu Polityki

Na podstawie przeprowadzanych badań oraz zgromadzonych danych, Stan Polityki opracowuje własną prognozę wyborczą. Naszym celem jest możliwie jak najdokładniej przewidzieć wyniki wyborów do Parlamentu...